Są tacy ludzie, którzy muszą żyć ciągle pod ścianą i ciągle w stanie zagrożenia. Jeśli nawet nikt nie dybie na ich życie, to sobie wymyślą że dybie, a jeśli nikt nie czai się za węgłem, to nie ma problemu, w pięć minut udowodnią że jednak ktoś się czai lub czaił. To jest właśnie PiS, partia a może nawet już społeczność, która może funkcjonować tylko w stanie permanentnego zagrożenia, które to sama sobie na własny użytek tworzy. Przy byle okazji.

Dziś będzie długo! Oto, jedna z ciekawszych osobowości naukowych w Polsce, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, biolog i genetyk profesor Piotr Węgleński,  analizuje dlaczego jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej odporni na wiedzę i dlaczego zamiast ciągle się rozwijać, dążyć do poznawania świata, raczej się cofamy i zamykamy w ciasnym kokonie niewiedzy, przesądu i zabobonu. Dlaczego jednym słowem jesteśmy w dupie. 

Powoli rusza machina mająca z czasem (im szybciej tym lepiej) zneutralizować wszystkie media prywatne, z natury rzeczy niezależne i niechętnie się poddające państwowej machinie propagandowej. Ponieważ nazywają rzeczy po imieniu i pokazują zjawiska nieprzychylne rządzącym i nie mieszczące się w oficjalnej rządowej narracji, muszą być okiełznane i „zrepolonizowane” lub nawet znacjonalizowane.

To nie jest tak, że politycy dobrej zmiany zajmują się tylko jakimiś pierdołami, typu Trybunał, czy jakaś tam ustawa dezubekizacyjna. Nic podobnego. Oni ciężko pracują (rzekłbym nawet, że zapierdalają, w zamian za 30 tysięcy złotych wolnych od podatku), aby ludziom żyło się lepiej, a nawet dostatniej, a Polska była Polską. I tak… Ministerstwo Kultury i Dziwactwa Narodowego w pocie czoła i dla naszego dobra pracuje nad projektem tzw. ustawy dekoncentracyjnej.