Przestrzegał bym wszystkich dworujących sobie w tej chwili z Antoniego Macierewicza, przed popadaniem w pułapkę łatwych i niesprawiedliwych uogólnień, krzywdzących ocen. Pamiętajmy bowiem, że pan Antoni to dyplomowany historyk (obrona w grudniu 1971) i jestem wręcz pewien, że wie co mówi. — [przed przystąpieniem do czytania dalszej części proszę o odmówienie apelu smoleńskiego] — 

Część obywateli Najjaśniejszej zbulwersował przypadek zapisania w książeczce zdrowia dopiero co narodzonej zupełnie nowej obywatelki tejże Najjaśniejszej, iż pochodzi ona z in vitro. Zapis „IVF” (in vitro fertilisation) widniał w dokumencie jak byk i walił po oczach. Sprawca, to jeden z dolnośląskich szpitali. Jeśli ktoś wie który, proszę o podzielenie się tą wiedzą w komentarzach. Bo jak się bawimy w stygmatyzowanie to na całego! 

Są tacy ludzie, którzy muszą żyć ciągle pod ścianą i ciągle w stanie zagrożenia. Jeśli nawet nikt nie dybie na ich życie, to sobie wymyślą że dybie, a jeśli nikt nie czai się za węgłem, to nie ma problemu, w pięć minut udowodnią że jednak ktoś się czai lub czaił. To jest właśnie PiS, partia a może nawet już społeczność, która może funkcjonować tylko w stanie permanentnego zagrożenia, które to sama sobie na własny użytek tworzy. Przy byle okazji.