Gdyby nasze, polskie ego miało tak zwane przyrodzenie, to prawdopodobnie mielibyśmy największego fiuta na świecie. Ciągle i nieustannie nas ktoś lub coś obraża, unika przeprosin, oraz wykazuje zdumiewającą niechęć, do padania przed nami na kolana, połączonego w całowaniem rękę. To naprawdę skandaliczna sytuacja, elementarny brak szacunku dla narodu wybranego i absolutnie nadzwyczajnego. 

Jak to jest z tymi obostrzeniami dla dziennikarzy w Sejmie? Najlepiej tłumaczy to pis-poseł Mularczyk. Wedle niego chodzi o to, by nadal była „jawność życia publicznego, ale musi być też jakiś komfort pracy”. >>> I słusznie. Nikt nie lubi przecież (ja też), by ten „komfort pracy” był zaburzany. Nikt nie lubi więc jak mu ktoś, nie wiadomo w sumie kto, bez przerwy zagląda do kieliszka, patrzy co pije a przede wszystkim z kim pije. I nikt nie lubi też, jak go potem, po tej ciężkiej i niezmiernie wyczerpującej pracy, fotografują odpoczywającego na podłodze, najlepiej w poprzek korytarza. Z tym właśnie należy skończyć, bo komfort pracy, zwłaszcza posłów jest najważniejszy! >>>

Po wczorajszym objawieniu się pana prezydenta w telewizji, jest kilka wniosków ogólnych, nie nowych w sumie i jedno bardzo ważne spostrzeżenie. Mianowicie: pan prezydent rządzi już ponad rok i zupełnie nie kuma rzeczywistości. Oczywiście słowo „rządzi” jest słowem umownym, bo w zasadzie on tylko siedzi w fotelu pasażera, zaś kieruje zupełnie kto inny (bez prawa jazdy na dodatek).

¤ Zwolennicy zakazania skrobania, w większości tacy, którzy jedyne co mogą jeszcze wyskrobać to słoiczek po miodzie z przeceny w Lidlu, inicjują akcję „Zadzwoń do posła”. Chodzi o to, żeby dzwonić do tych patafianów w sejmie, nagabywać ich i napastować, by poparli absolutny zakaz skrobania się Polek. Ponieważ nie jest jasno powiedziane, że do posłów mogą dzwonić tylko przeciwnicy aborcji, namawiam przeto serdecznie, by za telefon chwycili  również zwolennicy aborcji. Molestujcie i zastraszajcie posłów z taką samą częstotliwością z jaką molestują i napastują ich ci, których w odpowiednim czasie nikt nie wyskrobał. Przypominam też, że na potrzeby akcji „Zadzwoń do posła” została uruchomiona strona internetowa, zawierająca dane teleadresowe (numery telefonów i e-maile) biur poselskich. Dzwońcie, molestujcie, napastujcie, w nocy i nad ranem, walcie w drzwi i ducha nie gaście. >>>

Ania Appelbaum, prywatnie żona Radka Sikorskiego, naraziła się Pispolsce. A naraziła się dlatego, że na łamach Washington Postu, dla którego nota bene pracuje, przyznała się do błędu („In Poland, a preview of what Trump could do to America”), przyznała się, iż sześć lat temu bardzo się myliła, myliła się w sposób niewybaczalny wprost. 13 kwietnia 2010 roku, będąc pod wpływem wyjątkowych emocji po katastrofie i porównując to wydarzenie do Katynia napisała: „Tym razem nikt nie podejrzewa, że był to wynik spisku”. I tu bardzo się myliła i tej pomyłki teraz tak bardzo się wstydzi i bije się w piersi (fakt, nieduże) za przewiny swe i wyjątkową naiwność prosząc o wybaczenie.

Niezmiennie dziwi mnie konsekwencja z jaką PiS nieustannie strzela sobie w stopę. No, bo publiczne przypominanie ni z gruchy ni z pietruchy o kawalerskim stanie Kaczyńskiego, jest niczym innym jak owym widowiskowym oddaniem salwy we wspomnianą własną stopę. Obojętnie co by te ichnie pijarowce nie wymyślili, zawsze obróci się to przeciwko nim. Nie inaczej jest i teraz. Miało być poważnie a wyszło jak zwykle śmiesznie i wyjątkowo żałośnie. PiS i Kaczyński znów stali się pośmiewiskiem i przedmiotem niewybrednych żartów. Całe nieszczęście polega zazwyczaj też na tym, iż głos w sprawach ważnych w tym i wizerunkowych, zabierają ludzie bez wizerunku i bez jakichkolwiek właściwości. Z reguły pożyteczni idioci, bo oni pewnie chcą dobrze a wychodzi dramatycznie beznadziejnie.

Minister Dawid Jackiewicz, który przypadkowo jak rozumiem, w swój życiorys ma wpisaną śmierć człowieka, bardzo nerwowo reaguje na fakt, że ktoś o tym ma czelność pisać i mu to wypominać. Nie chodzi o to, że takiego epizodu się wypiera, chodzi raczej o to, że wedle niego niejaki Zbigniew Marchel (czyli ofiara tamtego wydarzenia), zabił się sam, własną pięścią, pięścią której ślady miał zreszta na twarzy. Pięść Jackiewicza natomiast absolutnie z tym nie miała nic wspólnego.

¤ Obserwowanie procesu postępującej w zastraszającym tempie degradacji umysłu chwilowo jeszcze ministra Macierewicza, może i jest fascynujące, ale na dłuższą metę jest jednak męczące. Nie ma przeto żadnych nowych nagrań, są jedynie insynuacje lęgnące się na potęgę w chorej głowie. Natomiast to, co naprawdę fascynuje i zastanawia, to jak to się dzieje, że rojenia owego wariata, z taką łatwością opanowały umysły całkiem zdrowych i wydawałoby się racjonalnie myślących czasem ludzi. Jeśli ktoś to mi wytłumaczy, będę mu dozgonnie wdzięczny >>>