Cudownie uratowany wafelek i te mniej więcej sprawy…

hostia-150609-1100550

Wyobraźnia katolubnych jest bardziej nieograniczona. To jeszcze nie są Himalaje absurdu, ale w okolicach Alp wysokich to spokojnie cale to towarzystwo się porusza. Niestety, w tym nieestetycznym i żenującym cyrku, aktywny udział bierze prezydent elekt, co po pierwsze nie najlepiej wróży tej prezydenturze, a po drugie nie najlepiej świadczy o prezydencie. Dziś już widać, że za wodza mamy wypicowanego dewota, którego najważniejszym obowiązkiem będzie odfajkowanie przynajmniej trzech mszy dziennie. Jednak w czym rzecz tak naprawdę…?

icon-blackmotiv-200

Otóż w weekend pan elektor karnie stawił się na jakimś tam kolejnym święcie, w świątyni zemsty bożej w Wilanowie. Dla niebywałych w stolicy, ewentulanie dla przyszłych słoików, istotne przypomnienie i wprowadzenie w temat … Ta światynia, to taki obelśny pod każdym względem bunkier, który ubzdurali sobie kościelni i który wystawili w samym środku osiedla na złość ludziom i wbrew logice. Bo ów bunkier, wyrzyg jakiegoś pijanego w trzy dupy architekta, nikomu w tym miejscu nie jest potrzebny, ale bez wątpienia jest świetną okazją do dojenia przez czarnych kasy od państwa. De facto trzeba się pogodzić z faktem, że tak naprawdę to oni wasze skarbonki opierdalają, jak również to, co w postaci podatków oddajecie skarbówkom wierząc, że zbuduje się za to lepsze państwo. Nic z tego jednak, państwo będzie nadal tak chujowe jak było, liczniejsze i piękniejsze (choć to rzecz gusdtu) będą tylko świątynie.

I to jest pierwsza część mojego wywodu.

Druga cześć niechaj wreszcie dotyczy tego nieszczęsnego Dudy, bo od niego w ogóle zaczałem a jakos skonczyć nie mogę, ciągle odbiegając od zasadniczego tematu. Otóż ten Duda jak już wreszcie zjawił się na tym sabacie czarownic, to natychmiast cud stał się niebywały, a być moze nawet jakiś znak od boga został dany. Zacutuję źródło, żeby czegoś nie pokręcić:

„…uczestnicząc w Eucharystii w Świątyni Opatrzności Bożej, prezydent zobaczył porwaną przez wiatr hostię, złapał ją i odniósł z szacunkiem celebransowi, którym był kardynał Nycz“.

No zajebiste wydarzenia, znak jak nic!

Złóżmy jednak fakty do jakiej takiej kupy

Czyli tak, temu Nyczowie, któremu łapy się trzesą niczym alkoholikowi w ostatnim stanie delirium, wypadł z pazurów ów wafelek, zwiewny raczej i niepozorny, ale nim do ziemi doleciał, wziął go na klatę prezydent, a tym samym wykazał się nadzwyczajnym bohaterstwem, ratując przed profanacją wyrób cukierniczo-podobny specjalnego znaczenia.

Himalaje, czy też Alpy absurdu o których wspomnialem na początku, polegają więc na tym mniej wiecej, że teraz jak Polska długa i szeroka, katolicka i ultrakatolicka, mnożą się niesłychane teorie, co do doniosłości tego wydarzenia.

Fundamentalne pytania zaś brzmią: Czy można to wydarzenie odczytywać jako znak odrodzenia naszego kraju? Czy oznacza to odrodzenie katolicyzmu w ojczyźnie? Czy rodaków czekają zmiany na lepsze? Czy władza będzie wreszcie posłuszna nauce Chrystusa? Jeżeli na którekolwiek z tych pytań odpowiecie twierdząco, jesteście stuprocentowym katolikiem zprawem do dodatkowej porcji hostii poza kolejką.

A w ogóle to zadne tam śmichy-chichy. Pamietajcie, że kiedy w roku 1963 podczas innego święta Wyszyńskiemu (tak wiem, że większość z was nie ma pojęcia kto to, ale sprawdźcie w Wikipedii, bo nie mam sił tego tłumaczyć), wypadło berło z figury matki boskiej, to złapał je nie kto inny jak biskup Wojtyła. To też był znak od boga, bo co się stało dalej już wiecie. Niestety.

I powiem tak, chuj z Dudą, niech zostanie nawet tym papieżem, tylko Polski trochę szkoda.