W imię ojca i syna i pedofila świętego amen!

biskupi-150703-1100550

Żeby nie wiem jakie szpagaty robił kościół, to i tak mało kto uwierzy w szczerość ich intencji. Kościół walczy bowiem z pedofilią słowem i pustymi deklaracjami, unikając jak ognia czynów. Wszystko zaś zgodnie z zasadą jasno kiedyś określoną przez biskupa Pacyfika Dydycza: księża to nie donosiciele i nie będą z donosami na kolegów biegać do prokuratora.

icon-blackmotiv-200

W tej sytuacji trudno się dziwić, że – jak wynika z sondażu Newsweeka – ponad 72 procent Polaków krytycznie ocenia postawę kościoła wobec przypadków pedofilii wśród duchownych. A oceniając w ten sposób kościół, respondenci myślą przede wszystkim o polskim kościele, bo przecież ten jest im najbliższy. Dla równowagi podajmy, że zaledwie (a może aż!) 8 procent spośród badanych uważa, że działania polskich biskupów są wystarczające.

Wniosek ogólny jest więc taki, że pedofile w sutannach czują się w Polsce bezpiecznie i mają się całkiem dobrze. Ich przełożeni zaś, nie rzadko też pedofile, czują się jeszcze lepiej, puszczając do nas oko i przekonując, że z pedofilią walczą z większym zaangażowaniem niż Stalin z Niemcami pod Stalingradem.

Ale i my, nie sukienkowi, mamy sobie wiele do zarzucenia. Zwłaszcza zaś zastanawiającą w tym przypadku bezczynność.

Bo pytania są takie. Dlaczego tak niechętnie policjanci aresztują frywolnych księżulków? Dlaczego panowie (i panie) prokuratorzy, tak niechętnie, z wyraźnym ociąganiem ich oskarżają i doprowadzają przed oblicze sądu? Dlaczego wreszcie ów sąd jest tak dobrotliwy i wyrozumiały, że jeśli nawet przez czysty przypadek ten księżulo trafi przed ich oblicze, to zazwyczaj jest uniewinniany? A jak zdarzy się jakiś cud (w co jak w co, ale w cuda to kościół wierzy) i napalonego na dzieciaki księżulka dosięgnie – że tak powiem – korporacyjny sąd, to skazują go na przeniesienie, a w najlepszym wypadku na przymusowe prace społeczne w przedszkolu, albo w domu dziecka. Pamiętajmy, że pijak Jarecki, został skazany na prace społeczne… w browarze. Dlaczego to tak wszystko działa?

Ano może dlatego, że trzeba w takiej sytuacji dokonywać zazwyczaj bardzo trudnych, życiowych i towarzyskich wyborów.

Wy mnie aresztujecie – mówi ksiądz lub biskup – i jest to wasz wybór. Może nawet mnie skażecie, jak będziecie mieli odwagę, a przede wszystkim dowody. Ale zapamiętajcie sobie kurwa raz na zawsze, moi kumple nigdy nie dadzą wam ślubu, w dupie będą mieli chrzest waszych zasmarkanych bachorów, a i o pogrzebie zapomnijcie. Ni chuja jednym słowem, bo jak Kuba bogu tak i bóg Kubie. A jak się naprawdę ci moi koledzy wkurwią, to na dodatek wyruchają jeszcze wasze dzieci. No, to jak będzie? Dalej bawimy się w policjantów i złodziei?

Tak to mniej więcej działa.

A o Gila już się Watykan upomina, że wyrok niewspółmierny do udowodnionych czynów (wątpliwych zresztą jak piszą), oraz warunki odsiadywania wyroku nieludzkie i niegodne kapłana nawet chwilowo byłego.